Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Październik 2018
N P W Ś C P S
« Wrz    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
  • Sprecyzowany cel, to pierwszy element, który sprawia, że człowiek przestaje być włóczęgą i staje się pielgrzymem. Adwent poprzez swoją dynamikę, poprzez liturgię pokazuje ten cel, do którego zmierza cały świat – powtórne przyjście Chrystusa. Ostatecznie spotkanie z Panem życia, do którego przygotowuje liturgia tego czasu jest celem całego życia ludzkiego. Dlatego chrześcijanin jest przede wszystkim człowiekiem adwentu, człowiekiem oczekiwania, człowiekiem-pielgrzymem ku Pełni. To wszytko nie jest tylko oderwaną od życia teorią, czymś co można odłożyć na półkę dopóki człowiek jest młody. Odkrycie tego ostatecznego celu ma wpływ na codzienne życiowe wybory. To kształtuje pewien styl życia. Dzisiaj spróbuję pokazać to na przykładzie życia św. Pawła Apostoła. Choć nigdy nie mówił on o sobie jako o człowieku adwentu, to fakt jak żył i co pisał, pięknie o tym świadczy.

    Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną,pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie. (Flp 3,14)

    Pierwsza rzecz, która uderza w tym tekście to zaangażowanie Pawła to jego zaangażowanie i gorliwość. Nie jest bowiem tak, że chrześcijanie, oczekując spotkania z Panem, oczekując nowej Ojczyzny, przestają się angażować w doczesne życie. Sam Paweł napominał Tesaloniczan, którzy przestali pracować i oczekując na przyjście Pana, aby pracowali i ze spokojem własny chleb jedli (por 2 Tes 3,10). Kto ma świadomość celu, zmierza do niego, walczy, aby go osiągnąć. Każdy dzień staje się wówczas kolejnym krokiem na tej drodze, a wszystko widzi się jako całość, pełną sensu.

    Ten sens, który odnalazł Paweł, który nieustannie przynaglał go do zaangażowania, do tego aby wytężać siły i pędzić ku wyznaczonej mecie sprawiał, że Paweł był w stanie pokonywać nawet wielkie trudności. Człowiek jest bowiem w stanie przeżyć każdą trudność, jeśli wie po co i dlaczego ją przeżywa, jeśli widzi w niej sens. Paweł, który odkrył cel, który pędził na spotkanie Pana, umiał przeżywać także momenty trudne. Jednym z osobistych tekstów, w których Apostoł o tym wspomina jest fragment listu do Koryntian:

    Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. (…) Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku (2 Kor 4,8-11.16)

    Ta moc, ten brak zwątpienia w obliczu cierpień, niedostatków, prześladowania czy osamotnienia rodziła się właśnie z poczucia sensu życia i śmierci. Paweł we wszystkim był w stanie zobaczyć element tego pielgrzymowania, które miało cel. Może nawet więcej, Paweł był w stanie widzieć cel tak konkretny, a zarazem tak niewzruszony, że nawet prześladowania, cierpienia czy śmierć, nie były w stanie go zniszczyć. Paweł widział dalej, dlatego nie zatrzymywał się na napotkanych trudnościach. Nie biadolił, nie narzekał, nie użalał się, ale biegł! Tej jego pewności wędrówki i konkretnego celu nie była w stanie zniszczyć nawet zbliżająca się śmierć. W jednym z ostatnich listów, pisanych z więzienia, tuż przed zbliżającą się śmiercią, przebija ten sam duch pełen nadziei. Paweł przeczuwając bliską śmierć, przeczuwa nie koniec, ale spełnienie! Przeczuwa, że cel już niedługo zostanie osiągnięty i spotka się z tym, do którego zmierzał. Zapisał:

    Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła.W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. (2 Tm 4,6-8)

    Tak żyje człowiek adwentu… i tak umiera. Żyje pełen nadziei, pełen poczucia sensu każdej chwili życia i w chwili śmierci. Nie jest włóczęgą, ale wędrowcem, który każdego dnia wie po co wstaje, wie dokąd zmierza i potrafi odkrywać sens w każdym wydarzeniu życia. Swoją nadzieję złożył nie w tym co przemijalne, ale w Tym, który jest wieczny. Do takiej zmiany perspektywy życia wzywa nas adwent.

    Świat  ludzi zmęczonych, znudzonych i błąkających się z nadzieją co najwyżej przeżycia kolejnego dnia lub tygodnia woła o ludzi adwentu. Potrzeba dziś takich świadków jak Paweł. Potrzeba tych, którzy będą swoim zaangażowaniem, swoją nadzieją i wytrwałością świadczyli o Tym, który nadchodzi. To misja i zadanie chrześcijan, ludzi adwentu, w dzisiejszym świecie.

    Posted by ks. Sławek @ 20:31

Comments are closed.