Laboratorium pragnień (cz.8) – Odwaga wytrwałości II

.........................................................

Za kilka dni tegoroczny Adwent wejdzie w ostatnią, decydującą fazę. Podobnie będzie także z naszym doświadczeniem adwentowym, jednak póki co – spróbujmy pogłębić ten trzeci etap – etap oczekiwania. Ostatnio próbowaliśmy spojrzeć na to, że to napięcie i niecierpliwość były też udziałem apostołów.  Jezus dodawał jakoś im otuchy, że nie zostaną z niczym, że otrzymają stokroć więcej i posiądą życie wieczne. Dziś spróbujmy iść dalej i zapytać: dlaczego Bóg czeka? Cały czas w kontekście tamtej rozmowy uczniów z Jezusem sięgniemy po tekst z jedenastego rozdziału Ewangelii Jana, gdzie jest opowiadanie o wskrzeszeniu Łazarza. Teksty kluczowe dla nas to:

Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do Judei!” (J 11,6-7)

oraz:

Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.  Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. (J 11,20-21)

Pierwsza rzecz, która warta jest zauważenia to ta, że Jezus, kiedy dowiedział się o chorobie Łazarza, nie spieszy się, zostaje jeszcze dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem wyruszył. Sam Bóg więc czeka, wręcz ociąga się. Czeka, choć sytuacja wydaje się krytyczna – Łazarz jest umierający. Po ludzku ta sytuacja jest niezrozumiała. Dlaczego Jezus nie pospieszy się, nie poszedł od razu wiedząc o całym dramacie sytuacji. To jest pytanie, które możemy sobie często stawiać, kiedy wszystko nas przybija, kiedy doświadczamy walki tego adwentu i możemy pytać – dlaczego nie ma pomocy?

Te pytania są też pytaniami Marty. W jej głosie, w jej pytaniu przebija jakby ta sama myśl – Panie gdybyś tu był… dlaczego Cię nie było, kiedy była jeszcze jakaś nadzieja, kiedy spodziewaliśmy się Ciebie?  Dlaczego nie pospieszyłeś się? Właśnie te pytania są charakterystyczne kiedy na poważnie wchodzimy w tą walkę, kiedy wchodzimy w tą pustynię adwentową, a Jezus ciągle jakby milczy, jakby kazał czekać. Chcielibyśmy, żeby już się coś zmieniło, a w sercu ciągle zmaganie, napięcie, może pustka… Narzucają się wręcz pytania: Jak długo mam jeszcze czekać? Czemu Cię nie ma, Panie? Przecież obiecałeś…

To czekanie Boga, „opóźnianie się” Jezusa nabiera jednak sensu, kiedy patrzymy na zakończenie tej sceny. Łazarz powstał z martwych! A wielu widząc ten cud uwierzyło. Tutaj możemy szukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego Bóg czeka? Gdyby Jezus przyszedł od razu, gdyby uzdrowił chorego, może uznaliby to za cud, ale jakiś taki „normalny”, jak inne cuda. Może z czasem powiedzieliby, że po prostu choroba się cofnęła. Dlatego Jezus czekał. Czekał, aby pozbawić ludzi złudzeń, że mogą coś zrobić, aby postawić ich w sytuacji całkowitej bezradności. Właśnie wtedy mogła objawić się Jego moc, Jego chwała.

My też potrzebujemy tego zmagania, nieraz całkowitej porażki, kiedy widzimy, że po ludzku wszystko stracone, że zrezygnowaliśmy z wielu rzeczy, a Upragniony nie przyszedł. Możemy doświadczać porażek – tak chcieliśmy wielkodusznie zostawić w tym czasie adwentu to, co nas krepuje, nie udało się, wróciliśmy… Panie, gdybyś przyszedł, nie upadł(a) bym! Jezus czyni to wszystko, abyśmy przestali liczyć na siebie, abyśmy doświadczyli tego, że z Niego jest owa przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,7). Wobec tego odwagi i cierpliwości. Jeśli Bóg czeka, nie przychodzi, to ma w tym cel. On nie zawodzi, nie myli się!

~ End Article and Begin Conversation ~

Search this Site


[]