Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Sierpień 2018
N P W Ś C P S
« Lip    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  
  • Dochodzimy do samego serca, do istoty tego co w celebracji sakramentu małżeństwa jest najważniejsze. To przysięga, wyrażenie wzajemnej zgody i oddanie siebie w ręce drugiego. Tydzień temu mówiłem o tym w jakich okolicznościach się do dokonuje: przed Bogiem i przed Jego Kościołem. Dzisiaj już zatrzymamy się nad samą przysięgą. Nie tylko nad słowami, ale także nad gestami, które jej towarzyszą. Przysięga ta brzmi:

    Ja…, biorę ciebie… za żonę/męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy święci.

    Zanim jednak przejdziemy do samych słów przysięgi zatrzymajmy się nad gestami, które jej towarzyszą. Narzeczeni trzymają się za ręce, które są przewiązane stułą kapłańską. To pierwszy ważny znak. Ręka jest też symbolem mocy, aktywności, działania człowieka. Kiedy w nieraz w Biblii ktoś woła Boga o pomoc, o potężną interwencję, wówczas woła, aby On wyciągnął swoją prawicę. Prawą ręka jest ręką czynu, nią zazwyczaj się posługujemy w codzienności. W momencie zawierania małżeństwa to prawą rękę podają sobie nowożeńcy.  W ten sposób złączone dwie ręce, stają się symbolem zgody, pokoju, przymierza.

    W liturgii te dwie ręce są związane, jakby opieczętowane stułą kapłana. To drugi ważny znak, który pokazuje, że w sakramencie małżeństwa wierność i trwałość miłości nie jest tylko dziełem ludzkiej zgody. To sam Chrystus łączy dwa ludzkie losy i staje się gwarantem, fundamentem wspólnej wiernej miłości, na którą się zdecydowali. Nie jest więc to już tylko uścisk dwojga, w momencie przysięgi sakramentalnej w małżeństwo wchodzi Trzeci. Warto o tym pamiętać, kiedy nieraz życie stawia przeszkody,  w których człowiek jest kuszony aby wycofać swoją rękę, swoją zgodę, aby zrobić krok do tyłu, zdezerterować. Wówczas trzeba się oprzeć nie na sobie, ale na tym Trzecim, który w swoich dłoniach zawarł miłosny uścisk dwojga. Wówczas, w oparciu o Chrystusa, po raz kolejny nieraz trzeba wyciągnąć rękę do zgody, jak w dniu ślubu, a może nawet więcej, może trzeba uścisnąć, objąć i przytulić tą samą ręką współmałżonka.

    W takich okolicznościach wypowiadane są słowa przysięgi. I znów pewne zaskoczenie, bo pierwszeństwo ma… narzeczony. To też nie jest bez znaczenia. Rozważając sakrament małżeństwa musimy nieustannie mieć na uwadze tą Tajemnicę Wielką, miłosny związek Chrystusa i Jego oblubienicy, Kościoła. Małżeństwo tam znajduje swój wzór i dlatego mężczyzna pierwszy wypowiada słowa przysięgi. On jest obrazem Chrystusa, który pierwszy wyszedł do ludzkości, w krzyżu ofiarował jej dowód swojej miłości i nieustannie oczekuje na odpowiedź. Tak właśnie w sakramencie małżeństwa to narzeczony wypowiada pierwszy przysięgę. W ten sposób wyznaje on swoją miłość, roztacza jej aurę nad narzeczoną. W tak przygotowanych odpowiednich warunkach ukochana, w swojej kobiecej delikatności może czuć się bezpieczna w swoim miłosnym wyznaniu.

    To co w liturgii sakramentu małżeństwa może przejść nieraz niezauważone, ma swoją wielką wartość i powinno w jakiś sposób mieć swoje miejsce także w życiu świętego przymierza małżeńskiego. Mężczyzna jako znak Chrystusa musi wziąć odpowiedzialność, inicjatywę w związku, bo On jest głową tego związku – jak Chrystus Głową Ciała. To jest konkretne wezwanie do miłości, troski, odpowiedzialności za swoją ukochaną. To wezwanie do miłości aż do śmierci. I nie chodzi tutaj o śmierć fizyczną, ale aż do rezygnacji z samego siebie, z własnej przyjemności itd, kiedy wymaga tego sytuacja. Wczesne wstawanie do pracy, dbanie o żonę, o bezpieczeństwo rodziny, o jej rozwój, wzięcie odpowiedzialności za nowe życie… to wszystko jest wyrazem tej miłości, która troszczy się aż do zapomnienia o sobie, a której Chrystus dał wzór każdemu mężowi.

    Z drugiej strony Paweł mówi o tym, że żona powinna być posłuszna mężowy, bo i Kościół jest posłuszny Chrystusowi. To natchnione słowo z listu do Efezjan wiele kobiet chciałoby usunąć z Biblii, tymczasem to jest pewna charakterystyka sakramentu małżeństwa. Misją żony jest jak najwierniej upodobnić się do Kościoła, oblubienicy Chrystusa. Ona, Ecclesia, nie próbuje rządzić Chrystusem, nie próbuje brać na swoje barki tego, co ją przerasta. To Chrystus jest Zbawicielem, a Kościół w zaufaniu i posłuszeństwie gotów jest trwać w tej Miłości swojego Oblubieńca. Nie jest to więc posłuszeństwo niewolnicze, nie jest to jakieś sprowadzanie żony do służącej. Wręcz przeciwnie, to posłuszeństwo, które wynika z zaufania i miłości. Tak jak Kościół wierzy w miłość Pana i ufa Mu, tak jest gotów być posłusznym Jemu wiedząc, że Chrystus zrobi wszystko dla dobra swojej Oblubienicy.

    Dziś, ta tożsamość małżonków jest nieco zamazana. Próbuje się kształtować wzór partnerstwa, ale wtedy dwoje, którzy mają stać się jednym ciałem tworzą jakieś ciało zdeformowane – dwugłowe. Wówczas tworzą się nieporozumienia, szczególnie, kiedy trzeba zadecydować w ważnej sprawie, a małżonkowie mają rożne punkty widzenia. Kompromis nieraz to tylko pewna idea, bo kiedy dwoje są partnerami nikt nie chce rezygnować ze swojego zdania i tak jedność zostaje osłabiana i pęka... Nieraz żony próbują brać inicjatywę ufając bardziej sobie niż mężom, ale wtedy mąż – zwolniony z odpowiedzialności – zaczyna wieść wygodne życie, podczas gdy żona przygnieciona ciężarami nie do uniesienia traci swoją kobiecość, swoje piękno i łagodność. Nawet jeśli kobieta początkowo jest dumna i zadowolona z siebie, wcześniej czy później odbija się to na niej i kończy się zmęczeniem i frustracją…

    Posłuszeństwo, które swój pierwowzór ma w miłości Chrystusa i Kościoła jest czymś zupełnie nowym. Ono pozwala mężczyźnie brać odpowiedzialność i jako takiemu, wzrastać w swojej męskości. Kobieta natomiast, żyjąc w poczuciu zapewnionego bezpieczeństwa i miłości może stawać się bardziej kobiecą. Dodać tutaj trzeba, że w takiej wizji nie ma żadnej dyskryminacji, ani w godności, ani w prawach człowieka. Jest za to pewna klarowność i życie zgodnie z własną tożsamością: mężczyzny-męża oraz kobiety-żony. Oczywiście takie kształtowanie relacji wymaga wysiłku: kobieta musi uczyć się zaufania, bycia jakby w ramionach mężczyzny, który ją niesie i osłania w niebezpiecznym świecie. Mężczyzna z kolei każdego dnia jest wezwany do tego aby dawać oznaki swojej troski i odpowiedzialności, aby w ten sposób ułatwiać to zaufanie swojej żonie. Tylko taki związek naprawdę może być wyraźnym znakiem miłości Chrystusa i Kościoła i w ten sposób spełniać swoją misję.

    Posted by ks. Sławek @ 18:25

Comments are closed.