Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Czerwiec 2018
N P W Ś C P S
« Maj    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
  • Miałem okazję uczestniczyć dziś w Nieszporach sprawowanych przez Benedykta XVI z racji Święta nawrócenia św. Pawła. Właśnie to wydarzenie spod Damaszku dało mi jakieś światło na pytania, które w swoim komentarzu stawia WhiteAngel24, stąd pomysł, aby napisać o tym kilka słów. Myślę, że warto pochylić się nad tematem nawrócenia, bo często rozumiemy go zbyt mechanicznie, jako zmianę od „zły” do „dobry”. Tymczasem nawrócenie to coś o wiele bardziej głębszego.

    Człowiek, którego nawrócenie świętujemy może być pewną figurą każdego z nas. Młody mężczyzna, przed którym całe życie, dobrze wykształcony w jednej z lepszych szkół rabbinistycznych, gorliwy, pewny siebie, wie czego chce w życiu. Był faryzeuszem (to pewna wyższa warstwa społeczna w ówczesnym świecie), gorliwie zachowującym Prawo. W swojej gorliwości przewyższał innych, dlatego aby potwierdzić swoją moc, swoją wartość udał się do Damaszku, aby tam pojmać chrześcijan. Jeśli nawet nie jesteśmy w sytuacji Szawła, to czy nie pragnęlibyśmy takiego życia? Życia, które po ludzku wydaje się sukcesem.

    Jednak to co było niesamowite, nad czym jakoś skupiłem się dzisiaj na modlitwie to właśnie wydarzenie, o którym po ludzku powiedzielibyśmy dramat, tragedia. Tymczasem to, co po ludzku było klęską okazało się otwarciem na coś, czego Szaweł się nie spodziewał. On sam tak relacjonuje to wydarzenie:

    W drodze, gdy zbliżałem się do Damaszku, nagle około południa otoczyła mnie wielka jasność z nieba. Upadłem na ziemię i posłyszałem głos, który mówił do mnie: „Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”  „Kto jesteś, Panie?” – odpowiedziałem. Rzekł do mnie: „Ja jestem Jezus Nazarejczyk, którego ty prześladujesz”. Towarzysze zaś moi widzieli światło, ale głosu, który do mnie mówił, nie słyszeli. Powiedziałem więc: „Co mam czynić, Panie?” A Pan powiedział do mnie: „Wstań, idź do Damaszku, tam ci powiedzą wszystko, co masz czynić”. (Dz 22,6-10)

    Szaweł, pewny siebie, perfekcjonista został sprowadzony do parteru. Sam napisał „upadłem na ziemię”. To chyba najlepiej oddaje, co mógł czuć: wszystko legło w gruzach. To wszystko z czym wiązał nadzieję: kariera faryzeusza, wielkość, dobre imię, powodzenie zostało przekreślone. Po ludzku mógł powiedzieć: przegrałem życie, pomyliłem się! Już nie ma żadnej nadziei. W ten sposób Bóg wprowadził go w prawdziwy kryzys…

    Kiedy próbowałem wejść sercem w tą całą sytuację dramatyczne było dla mnie to pytanie: „Co mam czynić Panie?” W tym pytaniu jest zawarte całe napięcie człowieka, który zawsze wiedział co ma czynić, który był pewny siebie. Teraz leży na ziemi, ślepy, bezradny, złamany w swojej doskonałości. Załamało się wszystko, w czym pokładał nadzieję. Jednak w tym pytaniu kryje się jego wielkość. Wielkość człowieka, który nie próbuje szukać usprawiedliwienia, nie tłumaczy się: „nie wiedziałem, chciałem dobrze”. Wielkość człowieka, który wszedł w ten kryzys i dał się złamać.

    Właśnie to wydarzenie, które sprowadziło Pawła do parteru było początkiem odkrywania czegoś nowego: odkrywania, że jest kochany za darmo, że sam z siebie jest prochem (jak ten proch z drogi do Damaszku), ale jego moc jest z Boga, który podniósł go, przebaczył i dał nowe życie. To właśnie wydarzenie spod Damaszku sprawiło, że Paweł mógł wołać: „życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” (Ga 2,20)! To ta miłość, która podniosła go z prochy sprawiła, że Paweł często mówił o tym, że najchętniej chlubi się ze swoich słabości – to one jeszcze bardziej objawiały tą miłość, jaką Bóg ma do grzesznika.

    To wydarzenie jest jakimś wzorem życia wiary. Często jak Szaweł przed nawróceniem szukamy jak się ustawić w życiu, jak sobie życie ułożyć. Mamy swoje plany. Ale Bóg wchodzi i nieraz sprowadza nas do parteru, che nas pozbawić złudzeń, że potrafimy coś sami z siebie, abyśmy mogli oprzeć się tylko na Nim. Niestety często, zamiast przyjmować te trudne doświadczenia jak Paweł, buntujemy się i będąc już na progu czegoś nowego – wracamy w nasze schematy, podnosimy się i mówimy: jeszcze sobie jakoś radzę!

    Wołajmy o odwagę przeżycia do końca swoich kryzysów, tak jak czynił to Paweł. Prośmy o wiarę, że tam gdzie wszystko się wali i sypie, gdzie po ludzku już nie ma nadziei otwiera się perspektywa nowego życia, które już nie jest wysiłkiem i osiągnięciem człowieka, ale darem Boga.

    Posted by ks. Sławek @ 23:51

4 komentarze to Sprowadzony do parteru… – o nawróceniu Pawła

  • Kiedyś zauważyłam, że w moim życiu nie ma miejsca na porażkę, że to nie jest możliwe, że spotka mnie jakieś niepowodzenie, jeśli wszystko mam zaplanowane i pod kontrolą, myślałam: „a co mi tam, warto się poświęcić-lepiej „czasem” się pouczyć,zarwać noc, niż wyjść gdzieś lub chociaż posiedzieć na gg”. Później przyszła niepewność, zrozumiałam, że nie czuję się szczęśliwa, że nauka to nie wszystko. Odstawiłam ją. Poszłam spać. A czemu? Co innego mogłam robić? Starzy znajomi odeszli, nowych nie miałam jak poznać. Musiałam wszystko, cały świat budować na nowo, cegiełka po cegiełce. To na ostrzeżenie. Dla wszystkich. By przejrzeć. Mam nadzieję, że tym razem życie buduję na skale, a nie piachu… Lecz o tym mogą przekonać mnie tylko doświadczenia 🙂 .

  • Wydaje mi się że bez przeżycia podobnego doświadczenia mocy Pana, prawdziwe życie wiarą nie jest chyba możliwe. Bez osobistego doświadczenia potęgi Chrystusa, chrześcijaństwo jest bardziej zbiorem jakichś przekonań, tradycji, zasad moralnych, które jednak nijak się nie przekładają na życie… Wszystko jest niby „poprawne” a zarazem „mdłe”, „bez smaku” i brakuje w tym życia…

    Dostrzeżenie jednak, że Pan działa z mocą także w moim życiu i to najbardziej wtedy „gdy wszystko mi się wali”, wszystko zmienia… Przedziwne jest właśnie to, że często dostrzegam Chrystusa dopiero wtedy, gdy zawodzę się na samym sobie i leżę na ziemi, powalony tak jak Paweł… Dopiero wtedy doświadczam że Jezus stale przy mnie jest. Wtedy przychodzi zachwyt i zadziwienie tą niesamowitą stałą Bożą obecnością w moim życiu. To doświadczenie jest fundamentem, punktem oparcia na którym dopiero mogę budować swoją wiarę i życie bo to jest „konkret” do którego mogę stale wracać gdy przychodzą wątpliwości bądź załamania…

    Życzę wszystkim takiego doświadczenia mocy Pana 🙂

  • Niesamowity opis nawrócenia! Nie wiem czemu ale czuje się jakbym czytał o samym sobie….
    Pozdrawiam,
    Paweł

  • Bardzo dobry tekst Sławek. Kurcze żeby tak człowiek umiał poddać się temu co Pan przygotowuje. Zazdroszczę Pawłowi miłości do Jezusa, odwagi i takiej niesamowitej determinacji.