Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Lipiec 2018
N P W Ś C P S
« Maj    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  
  • Dwie osoby, dwie modlitwy, ta sama świątynia, a efekt tak różny… Słowo Boże stawia przed nami faryzeusza i celnika, jako przykład dwóch różnych postaw wobec Boga. O tym drugim, publicznie poniżanym mówi Jezus:

    Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten (Łk 18,9-14)

    To co różniło jednego i drugiego, to coś więcej niż dobre uczynki faryzeusza i ich brak u celnika. O wiele głębsza różnica pojawia się w odpowiedzi na pytanie: skąd pochodzi usprawiedliwienie? Jak człowiek może osiągnąć sprawiedliwość?

    Dla faryzeusza było jasne, że sprawiedliwy będzie wówczas, kiedy jego uczynki będą odpowiadały pewnym normom prawa. Post, jałmużna… Takie przekonanie zaprowadziło go jednak w ślepą uliczkę. Skupił się on bowiem tak bardzo na tym co czyni, że został w swoim życiu sam ze swymi pobożnościami. Nawet na modlitwie nie modlił się już nie do Boga, ale do siebie. Jego zamknięcie okazało się także w relacji ludźmi: pogardzał nimi, oddzielał się od nich. Został ostatecznie sam, ze swoją pozorną doskonałością i sprawiedliwością…

    Celnik natomiast nie miał się czym pochwalić. Nie miał się do czego przywiązać. Wręcz przeciwnie, patrząc na swoje życie szukał jak pozbyć się bagażu grzechu. W ten sposób, uciemiężony całą swoją sytuacją, zobaczył że jedyny ratunek jest w zwróceniu się do Pana! To smród grzechu, niewygoda takiego życia popchnęły go do tego, aby otworzyć się na Pana i wołać i zmiłowanie. W takiej postawie nie stawiał on także przeszkód w relacjach z bliźnimi, nie pogardzał, wiedząc że sam nie jest lepszy od innych. To właśnie takie otwarcie sprawiło, że w swoje życie pozwolił wejść jedynemu, który może uczynić człowieka sprawiedliwym.

    Prawdziwa sprawiedliwość i prawość życia nie wyraża się w uczynkach samych w sobie, ale w miłości. Jeśli w naszej moralności budujemy własną doskonałość, to wcześniej czy później skończymy jak faryzeusz, zamknięci w przeklętej przestrzeni samotnego perfekcjonizmu.

    Tylko błogosławiona świadomość własnej kruchości, może popchać nas do tego, aby otworzyć zamkniętą twierdzę własnego ja, wyciągnąć rękę do Pana i otrzymać, to, co najważniejsze. Otrzymać miłość miłosierną, która wyzwala człowieka od niego samego! Miłość, która otwiera na bliźniego. Miłość, która czyni sprawiedliwym.

    Posted by ks. Sławek @ 20:06

Comments are closed.