Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Listopad 2018
N P W Ś C P S
« Paź    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  
  • Tydzień temu widzieliśmy bezradność proroka wobec zeschłych kości. Słuchaliśmy dramatycznego dialogu, w którym to Bóg wziął inicjatywę i polecił prorokować. To On, sam przez usta Ezechiela skierował do kości słowo obietnicy. Dzisiaj idziemy o krok dalej. Prorok relacjonuje to, co się wydarzyło na skutek Bożego orędzia:

    I prorokowałem, jak mi było polecone, a gdym prorokował, oto powstał szum i trzask, i kości jedna po drugiej zbliżały się do siebie. I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha (Ez 37,7-8)

    Ezechiel uczynił tak, jak mu było polecone. Istotnie nie mógł nic więcej zrobić, bo sam zmierzył się z własną bezradnością wobec wielkiej klęski życia w tej dolinie pełnej śmierci. On jakby w dialogu z Bogiem już przeżył swoją paschę, swoje oczyszczenie, swoją bezradność. Właśnie z powodu tego doświadczenia, jedyne co mu pozostało to prorokować tak, jak mu zostało polecone.  I to zaczął czynić.

    Właśnie w tym momencie zaczyna się coś dziać. Pierwsze co zauważył prorok to szum i trzask. Te odgłosy były wynikiem tego, że na słowo Boga kości zaczęły zbliżać się do siebie. Szum jest efektem ruchu, ale to to istotne, to trzask, który słyszał prorok. Istotnie, orędzie Pana poruszyło kości, zaczęły się do siebie zbliżać, ale efektem tego zbliżenia był trzask. Jedyny sposób zbliżania się, na jaki stać zeschnięte kości, to wzajemne obijanie się o siebie, które powoduje trzask, ale zarazem ból.

    Jest to jedno z pierwszych doświadczeń wspólnoty. Kiedy słyszymy słowo Boga, kiedy coś nas porusza, pojawia się jakiś szum w naszym życiu, ale kiedy zbliżamy się do siebie, wówczas często przekonujemy się, że często to co słychać to trzask. Innymi słowy, właśnie w kontakcie z bliźnim najczęściej wychodzi jak bardzo wyschło w nas życie, jak często owocem naszych relacji są zgrzyty, trzaski, przepychanki, uderzenia. Czasami może nawet dochodzimy do wniosku, że może nie warto żyć w relacji, we wspólnocie, że może lepiej do nikogo się nie zbliżać i sobie wygodnie z dala od wspólnoty. Natomiast warto sobie uświadomić że ten trzask, zgrzyt to etap na drodze do życia, do prawdziwego życia!

    Prorok nie tylko słyszy szum i trzask, ale też widzi. On sam mówi: I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu. Ezechiel widzi, że pomimo trzasku coś się zaczyna dziać, pojawiają się pierwsze normalne relacje, pojawiają się ścięgna, ciało, pojawia się żywa tkanka! Pojawia się życie! To co jest ważne, to fakt, że ścięgna, ciało czyli to co żywe nie rośnie wewnątrz jednej czy drugiej zeschłej kości. One pojawiają się między. To co jest żywe wyrasta wokół kości, zaczyna je łączyć w taki sposób, że już nie słychać trzasku, staje się możliwe zbliżenie, pojawiają się relacje. Można stwierdzić, że życie wydarza się nie w odosobnieniu ale w relacji.

    Prorok dodaje, że na końcu wszystko to zostało pokryte skórą, czyli przybrało jakiś kształt, jakąś f0rmę, zostało scalone. W tym momencie prorok znów zderza się z rzeczywistością i stwierdza: ale jeszcze nie było w nich ducha. To ciało już ma kształt, ale nie ma jeszcze ducha, ma już przejawy życia, ale brak mu jeszcze tego pierwiastka żyjącego, tego co pozwala prawdziwie żyć.

    To do tego momentu kości mogły coś uczynić słysząc Słowo, mogły poruszyć się, pomimo trzasków. Pojawiały się ścięgna, mięśni, skóra, ale przychodzi moment zderzenia się z ograniczeniem: jest forma, są relacje, ale jeszcze brak ducha. To doświadczenie Ezechiela nie jest dalekie od naszych wspólnot. Za tydzień zrobimy kolejny krok.

     

    Posted by ks. Sławek @ 17:36

Comments are closed.