Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« Gru    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
  • W czasie wakacyjnym spróbuję podjąć kilka luźnych refleksji. Dzisiaj chciałbym zadać pytanie, czy ze współczesnym człowiekiem można jeszcze mówić o moralności? Czy można dzisiaj głosić zasady moralne? Czy takie istnieją? Czy wszelkie odwołanie się do takich zasad jest moralizowaniem?

    Te pytania wydają się o tyle istotne, że żyjemy w świecie bardzo wyczulonym na jakiekolwiek uwagi odnośnie zasad zachowania. Także w Kościele odwołanie się do pewnych zasad moralnych nieraz zostaje krytykowane jako moralizowanie i brak wolności Ewangelii. Stąd zatrzymajmy się na moment nad tym zagadnieniem.

    Przede wszystkim, pierwsze pytanie dotyczy tego co to jest moralność. Słowo pochodzi od łacińskiego rzeczownika mos, który oznacza zwyczaj, normę, obyczaj. Moralność jest to pewna zasada życia. Oczywiście, kiedy mówimy o moralności chrześcijańskiej to wynika ona przede wszystkim z nowości, którą objawił Chrystus. Pan, przede wszystkim swoim życiem, objawił pełnię człowieczeństw. Swoimi słowami i czynami dał świadectwo miłości, uczynił ją konkretną. Poprzez śmierć pokazał że pełnia miłości objawia się w darze aż do końca. Przez zmartwychwstanie potwierdził prawdę, że tylko takie życie ma sens wykraczający poza doczesność.

    Chrześcijanie swoją wiarę w Chrystusa od początku wyrażali poprzez konkretny sposób życia. Decyzja wiary, była decyzją podążania bardzo konkretnie za Chrystusem, poprzez naśladowanie Jego życia i gotowości konkretnego miłowania. Odkrycie nowości życia, przyniesionej przez Chrystusa, przewartościowywało postawy. Sprawiało że ludzie rezygnowali z niektórych zawodów, przywilejów, które kłóciły się z postawami Pana. Wszystko to jednak działo się z powodu więzi ze Zmartwychwstałym. To doświadczenie Jezusa było duszą przemiany życia konkretnych ludzi i ich postaw.

    Po mowie Piotra, w dzień Pięćdziesiątnicy, ci którzy uwierzyli, spontanicznie zadali Apostołom pytanie: co mamy czynić? Właśnie to pytanie, zrodzone z wiary, otwierało serca i umysły na konkretne wskazania: rób to, nie rób tamtego. Chrześcijanie napełnieni wiarą, w takich wskazaniach widzieli Dobrą Nowinę, konkretną podpowiedź jak iść za Jezusem, jak Go naśladować, jak wyrazić w swoim życiu to, co nosili w sercu. Tu nie było nic z moralizatorstwa. Tak rodziła się konkretna moralność, która próbowała dać odpowiedź na pytanie, jak wyrazić nowe życie w konkrecie codzienności.

    Problem pojawił się wówczas, kiedy pozostały niezmiennie były głoszone normy, ale brakło doświadczenia żywego Chrystusa. Kiedy brakło troski o głoszenie Pana, którego obecność była duszą konkretnych postaw, zewnętrznie zachowanie siłą rozpędu pozostawało niezmiennie, ale stawało się coraz większym ciężarem, a nie łaską wyrażenia chrześcijańskiego serca. Z czasem stało się ono skorupą, pozorami, które nijak nie korespondowały z sercem. Człowiek pragnął czegoś innego, a zachowywał pewne normy jako zewnętrzny nakaz.

    Stąd pojawiła się drażliwość, nadwrażliwość, wręcz uczulenie na jakiekolwiek uwagi odnośnie zachowania. Taka skorupa moralna zaczęła jednak pękać, bo nie mogła wytrwać bez Chrystusa. Można by powiedzieć, że bez Chrystusa z człowieka uszło chrześcijańskie życie, a obumarła moralność zaczęła się rozkładać niczym nieboszczyk.

    Niektórzy chrześcijanie próbowali ratować tego nieboszczyka, mówili swoim dzieciom, czy sąsiadom czego nie powinni robić, a co robić należy. Niestety bez doświadczenia Zmartwychwstałego Pana, bez wiary w to że Pan objawił prawdę o człowieku, że objawił pełnię człowieczeństwa, to było tylko reanimowanie trupa. To właśnie jest moralizowanie.

    Można więc powiedzieć, że pułapki są dwie: pierwsza, głoszenie Chrystusa bez wymagań moralnych, Chrystusa który tylko jest i kocha. Ale zatrzymanie się na tym poziomie to pewna abstrakcja. Chrystus bowiem się wcielił, żył na ziemi i wezwał wierzących nie tylko do tego aby mówili Mu: Panie, Panie ale żeby Go naśladowali.

    Druga pułapka to mówienie tylko o konkretnych normach moralnych bez odniesienia do Chrystusa. To faktycznie jest moralizowanie. Takie głoszenie staje się tylko nakładaniem ciężarów na człowieka, który nie jest w stanie ich unieść. Taką „ewangelią” można przywalić tak że się człowiek nie podniesie.

    Dlatego koniecznie jest takie głoszenie, które łączy i jedno i drugie. Głoszenie Chrystusa – Miłości, która nie jest ideą ale konkretem wyrażającym się w życiu wierzących.

    Posted by ks. Sławek @ 22:03

Comments are closed.