Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Kwiecień 2018
N P W Ś C P S
« Mar    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  
  • Tym razem mała prowokacja dotycząca życia duchowego. Czy sport, a może bardziej konkretnie, mecz piłkarski może nam podpowiedzieć jakieś intuicje dotyczące życia duchowego? Spróbujmy poszukać kilku podpowiedzi dotyczącej życia duchowego, spowiedzi i grzechu…

    Przede wszystkim musimy mieć główne założenie: człowiek, który podąża drogą życia duchowego chce pogłębiać swoją relację z Bogiem, tak jak piłkarz ma wolę zwycięstwa. To jest główne założenie, bez którego nie da się ruszyć. Życie duchowe nie jest bowiem czymś co robi się samo, przez przypadek, ot tak sobie. Ono wymaga pewnego zaangażowania, tak jak gra. Mimo że tak samo jak mecz, kosztuje ono trochę wysiłku, to jednak jego owocem jest poczucie spełnienia.

    Druga sprawa to pewne podejście do grzechu i do spowiedzi. Tak jak w meczu piłki nożnej drużyna traci bramki, tak człowiek, prowadząc życie duchowe upada, popełnia grzech. Co wtedy najczęściej robi? Albo zaraz idzie do spowiedzi, albo przestaje chodzić do komunii świętej aż do momentu wyznania grzechów. A jeśli grzech, upadek przytrafi się tuż po spowiedzi albo na drugi dzień?

    Szukając analogii, zastanawiałbym się nad takim pytaniem: co robi drużyna, kiedy straci bramkę? A szczególnie kiedy straci ją w pierwszej, drugiej czy piątej minucie meczu? A może jeszcze gorzej, gdy przegrywa już 3:0 po kwadransie gry? W tym przypadku wszystko wydaje się oczywiste: gra dalej! Przynajmniej do przerwy. Nie ucieka z boiska po pięciu minutach, aby zacząć od początku, po prostu gra!

    Dlaczego ta intuicja wydaje mi się ważna? W życiu duchowym jest nieraz taka pokusa, żeby jak najszybciej pozbyć się grzechu – ewentualnie żeby zrobić sobie przerwę od życia duchowego aż do następnej spowiedzi. Co wtedy? A skoro zdarzył się grzech, skoro już nie jest się w stanie łaski, to można sobie odpuścić… Otóż to nie jest rozwiązanie! Czy drużyna, która przegrywa 3:0 może zejść z boiska w 30 minucie meczu i powiedzieć że tutaj już nie ma szans, ale w kolejnym meczu postara się zacząć z przytupem?

    Czymś, co może, moim zdaniem, pomóc w życiu duchowym jest pewien rytm (jak rytm meczowy). Załóżmy, że człowiek pracując nad grzechem ma stałego spowiednika (niczym trenera) i stały rytm spowiedzi (np co 2 tygodnie). Zakładając że w sercu jest wola walki, zmagania się, nawet jeśli upadek przydarzy się w dzień czy dwa dni po spowiedzi, trzeba grać dalej! Do końca meczu daleko, do kolejnej spowiedzi 10 dni a demon policzkuje człowieka coraz to nową pokusą, i co wtedy?

    Oczywiście, sprawę trzeba omówić ze spowiednikiem i potraktować indywidualnie, ale warto zastanowić się nad pewnymi kwestiami. Natychmiastowa spowiedź odsuwa od nas grzech i upokorzenie, a szczególnie to drugie może być zbawienne! Nie przywykliśmy do tego, aby przeżywać to napięcie, wydaje się lepiej od razu „wybielić się” w konfesjonale i zrzucić z siebie ten ciężar. A przecież on może służyć do pogłębienia relacji z Bogiem! Poczucie grzeszności, tęsknota za pojednaniem, świadomość że trzeba „dograć do końca” i tak już przegraną partię, to nie lada wyzwanie!

    Świadomość że przychodzę na Eucharystię po kilku dniach od spowiedzi i „przegrywam” z demonem 4:0, jestem umorusany błotem grzechu, na polu walki i walczę może być zbawienna. W takiej sytuacji człowiek naprawdę może odkryć że staje przed Bogiem bez żadnych zasług.  Wówczas grzesznik odkrywa że jest kochany za darmo i że pomimo wszystko jest Bóg, który wierzy w człowieka nie tylko wtedy, kiedy jest dobrze, ale także wtedy, kiedy człowiek jest wręcz na kolanach.

    Myślę że w takiej sytuacji człowiek może odkrywać o wiele głębiej słowa: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie”. Z drugiej strony, właśnie wtedy może pojawiać się zachwyt zdziwienia nad miłością tego, który nie odmawia mi pokarmu mocy, abym dograł do końca, przegrany nawet mecz. W takiej sytuacji nawet honorowy gol, jedna pokonana pokusa może być oddana Bogu z wdzięcznością za Jego cierpliwość.

    Grzech jest elementem życia duchowego i trzeba umieć go przeżyć. Trzeba zobaczyć go jako element tej gry, która jest osobistą historią zbawienia. Jeśli ktoś po każdym grzechu goni do spowiedzi, albo przestaje przystępować do komunii, ryzykuje że nie wejdzie w całkowicie nowy wymiar relacji z Bogiem. Tak człowiek może ryzykować nigdy nie doświadczy pewnych elementów i dynamizmów życia duchowego.

    Jest jeszcze jedna sprawa. Dobry trener analizuje przegrany mecz, patrzy na słabe punkty drużyny, patrzy jak padały bramki, analizuje strategię przeciwnika. To jest to, co wypadałoby robić przed kolejną spowiedzią, aby faktycznie iść do przodu. Tutaj warto sobie zadawać pytania: w jakich momentach demon mnie nachodzi? Jak mnie kusi? Od jakiej strony atakuje? Jak ja zachowuje się po pierwszym upadku? I tak dalej… Pytań jest wiele, przegrana partia nie oznacza przegranego życia.

    To kilka luźnych myśli. Nie chcę przedłużać, jeśli trzeba będzie to doprecyzuję. Póki co, zapraszam do refleksji:)

    Posted by ks. Sławek @ 19:10

Comments are closed.