Historia pewnej miłości (cz.8) – Nocne zaślubiny

.........................................................

Historia, którą próbowałem przybliżyć w czasie tego Wielkiego Postu swój szczyt i spełnienie osiągnęła w Jezusie Chrystusie. W Jego śmierci i zmartwychwstaniu Bóg objawił do końca swoją wierność wobec niewiernej oblubienicy. Ta historia to jednak nie przeszłość, ona cały czas trwa. Bóg każdego z nas zaprasza do wejścia całym sercem w tą historię, która staje się dla nas obecna w Liturgii. Zaczęliśmy od księgi Ozeasza i do niej chcę teraz wrócić. Po tym jak Bóg zapowiada pustynie dla swojej oblubienicy, mówi:

I poślubię cię sobie na wieki, poślubię przez sprawiedliwość i prawo, przez miłość i miłosierdzie. Poślubię cię sobie przez wierność, a poznasz Pana. W owym dniu odpowiem – wyrocznia Pana – oczekiwaniu niebios, a one odpowiedzą oczekiwaniu ziemi. (Oz 2,21-23a)

Wybrałem to słowo, bo właśnie w kluczu zaślubin chciałbym zaproponować przeżycie tych Świąt Paschalnych. Takie spojrzenie może nam pomóc uniknąć jakiejś rutyny. Ale z drugiej strony jest możliwe tylko dla tych, którzy prześledzili tą historię miłości od początku, do jej spełnienia w Jezusie Chrystusie. Zachęcam więc żeby w miarę możliwości jeszcze raz prześledzić poprzednie wpisy odkrywając w nich siebie. Wówczas te święta faktycznie mogą być wielka radością i wielkim weselem.

Wszystko rozpoczniemy w Wielki Czwartek wieczorem. Już wtedy będziemy zapraszani, aby odkrywać tą wielką miłość Oblubieńca. On nie stawia warunków, ale pierwszy ofiaruje swoją miłość, aż do końca. Miłość Jezusa nie jest sloganem, pustym słowem, ale konkretnie objawia się w służbie, w umywaniu nóg, w byciu dla.. niewiernej oblubienicy. Możemy konfrontować się z postawą Piotra i każdą ludzką pychą, która mówi: „Ty nie będziesz mi nóg umywał”, co możemy oddać we współczesnym języku: „poradzę sobie sam, nie potrzebuje pomocy, jestem samowystarczalny”. Jeszcze raz wychodzi na jaw postawa oblubienicy, która zaufała sobie.

Wejdziemy potem w cały dramat Wielkiego Piątku, w dramat Krzyża. Na Nim w pełni objawiła się prawda o Bogu i prawda o człowieku. Bóg, który kocha tak bardzo, że w swojej miłości zwrócił się przeciw sobie samemu. Przyjął na siebie konsekwencje niewierności oblubienicy, przyjął to wszystko, co należało się jej. Kiedy Bóg umarł, nastała wielka cisza…

Cisza Wielkiej Soboty. Cisza, o której starożytny autor pisze w ten sposób: wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele. Ta cisza Wielkiej Soboty to jakieś echo słów samego Boga, który zapowiadał w księdze Ezechiela, że przebaczy oblubienicy wszystko, aby pamiętała i ust swoich ze wstydu nie otwarła (Ez 16,62). To wstyd oblubienicy, która osądzała Boga, myślała, że On chce jej zła, nieszczęścia, że poprzez cierpienie chce ją ukarać. A teraz przekonała się, że jest gotów poświęcić siebie dla niej. Ze krzyż to nie Jego pomysł, ale jej wybór. Wybór, który On wziął na siebie. Dlatego ona może tylko zamilknąć, zawstydzić się i zdumiewać tą miłością. Cisza Wielkiej Soboty…

W tej ciszy przychodzi noc, ciemność. I kiedy zdaje się, że to kres tej historii pojawia się coś nieoczekiwanego. Pojawia się, bo Bóg kocha z pasją. Pojawia się zmartwychwstanie. Dlatego będziemy śpiewać, że ta noc jak dzień zajaśnieje. Że ta noc będzie światłem i radością! Pośród tej nocy ma miejsce centralne wydarzenie – odnowienie przymierza chrztu. Idąc naszym kluczem – odnowienie zaślubin Boga, Oblubieńca ze swoją oblubienicą, z każdym z nas.

On, nie opuścił jej aż do śmierci – swojej śmierci. On, który umarł za nią, teraz jako zmartwychwstały przychodzi do tej, która go opuściła, przychodzi do tej, która zawstydzona swoim grzechem nia ma się już czym pochwalić, ogołocona ze swojej pychy może tylko milczeć. Ale On przychodzi nie po to, żeby pokazywać swoją wielkość, swoją wyższość. Przychodzi z jednym, zasadniczym pytaniem: Czy teraz, kiedy za ciebie umarłem i dla ciebie zmartwychwstałem, wierzysz, że cię kocham? Czy teraz jesteś gotowa wyrzec się swoich kochanków i wrócić do Mnie? Czy chcesz być ze Mną i powierzyć się mojej miłości?

Bóg musi być chyba romantykiem, skoro wybiera środek nocy, aby przy świetle świecy paschalnej, w samym centrum Liturgii rozległ się ten dialog. I choć tam pytania będą brzmiały trochę inaczej (Czy wyrzekasz się szatana? Czy wierzysz w Boga Ojca, Syna, Ducha Świętego?) to sens jest ten sam. Bóg chce odnowić swoje przymierze z tobą, po raz kolejny.Może teraz bardziej świadomie niż zazwyczaj. On chce na nowo poślubić Ciebie. Stać się twoim Bogiem, abyś ty stał(a) się Jego. Po tych zaślubinach, których znakiem nie jest obrączka, ale pokropienie wodą chrzcielną, On, Pan młody przegotowuje Ucztę Weselną.

To Uczta, na której On sam, Pan młody jest Gospodarzem i Pokarmem. On sam daje siebie swojej oblubienicy, aby zjednoczyć się z nią na wzór jedności małżeńskiej w Komunii świętej, aby nieustannie być z tą, którą odwiecznie ukochał. W ten sposób zaczyna się w życiu człowieka coś nowego. Coś czego nie da się opisać. Coś, co można jedynie przeżyć…

Nie chcąc wydłużać tego wpisu życzę wam głębokiego wejścia w tą Tajemnicę ślubną Boga i człowieka, doświadczenia tej Miłości, z którą Bóg przychodzi do człowieka. Słuchajcie słów, obserwujcie gesty. Jeśli chcecie, pytajcie (choćby poprzez komentarze) – postaram się odpowiadać. Błogosławionych, świąt Paschalnych!

~ End Article and Begin Conversation ~

Search this Site


[]