Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Luty 2018
N P W Ś C P S
« Sty    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728  
  • Druga Niedziela Wielkanocna zwana też jest Niedzielą Miłosierdzia. Liturgia słowa zaprasza nas tego dnia, aby zbliżyć się do ran Jezusa. Tych ran, które On jako żyjący pokazuje swoim uczniom. Tak jak Tomasza Apostoła zaprasza nas:

    Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. (J 20,27)

    Jeśli Jezus za przychodząc dwukrotnie do Apostołów pokazuje swoje ręce i bok, jeśli Tomasz chce dotknąć tych zranionych miejsc, a potem sam Jezus zachęca Tomasza, żeby to zrobił, to ma to głęboki sens. Człowiek bowiem – pierwszy zraniony  grzechem pierworodnym boi się pokazać swoje zranione oblicze. Boi się, że jako zraniony nie będzie zaakceptowany – wręcz przeciwnie w swojej prawdzie będzie wyśmiany, odrzucony, nieakceptowany.

    Ten lęk sprawia, że człowiek zakłada maski: próbuje się pokazać lepszym niż jest w rzeczywistości, próbuje swoją wartość budować na tym co ma, co osiąga, w nadziei, że to przysłoni prawdę o jego ranach, o jego lękach. Jednak im więcej stawia tych murów, im więcej masek zakłada, tym bardziej jest nieszczęśliwy, zmęczony. Po prostu dlatego, że nie jest sobą, a większość swojej energii poświęca na to, aby nie pokazać swojego prawdziwego oblicza.

    Jezus Zmartwychwstały przychodzi zakomunikować właśnie tym zamkniętym i ukrywającym się inny rodzaj życia. Przychodzi i pokazuje swoje rany. Objawia się jako Zraniony, który żyje pomimo ran! Pokazuje, że tego Zranionego na krzyżu Ojciec nie odrzucił, nie skreślił, ale wskrzesił do życia. Teraz On oparty na miłości Ojca zaprasza Tomasza (i każdego z nas) do wiary w tą nową prawdę życia: Już nie musisz ukrywać ran, nie musisz nic udowadniać, nie musisz udawać, że jesteś kimś lepszym, kimś innym!

    Kto uwierzy w tą nową logikę, kto jak Tomasz dotknie i uwierzy w Jezusa zranionego, który żyje, kto wejdzie w żywy kontakt z Nim – ten może stać się wolny od lęku. Tylko taki człowiek może wyjść z zamknięcia, zacząć stawać się sobą. Może jak Jezus stawać się zranionym, ale żyjącym – już nie dzięki własnej doskonałości, ale z miłosierdzia Pana.

    Posted by ks. Sławek @ 19:10

4 komentarze to Niedziela Miłosierdzia: Zraniony, który żyje

  • Dostałem dzisiaj maila z pewnym pytaniem. Postaram się odpowiedzieć tutaj, być może będzie to ważne także dla innych. Pytanie brzmiało: jak mam dotknąć, żeby się nie bać?

    Dotknąć Pana możemy przez wiarę. Wiara jednak to nie jest coś nieokreślonego. Wiara to relacja z Nim. Tą relację budujemy przez Słowo, przez Eucharystię. On jako Zraniony – w Złamanym Chlebie przychodzi do człowieka, żeby jako taki być blisko. Dlatego jest ważne uświadamiać sobie, że On – zraniony żyje. Wobec tego i ja – zraniony, mogę żyć!

    Na ile człowiek buduje tą relację, na tyle jest gotów pokonywać lęk. Na początku swoje małe lęki, potem – kiedy relacja z Jezusem jest głębsza – także te większe.

  • Pamiętam moje zdziwienie, gdy kilka lat temu, po raz pierwszy, w czasie liturgii Męki Pańskiej w Wielki Piątek, usłyszałem słowa z Iz: „w Jego ranach jest nasze zdrowie”. Do dziś te słowa mnie zadziwiają i trwożą, bo czasami nie szukam zdrowia, ale wolę być chorym…

  • „Już nie musisz ukrywać ran, nie musisz nic udowadniać, nie musisz udawać, że jesteś kimś lepszym, kimś innym!” Doświadczyłem tego kilka lat temu w swoim życiu. Stanąłem przed sobą i przed Bogiem ze swoimi ranami, a proszę mi wierzyć, że one już cuchnęły i ropiały. Bałem się pokazać ich Bogu, bałem się, że mnie odrzuci, ale On w nieskończoenj miłości sam dotknął moich ran. Tak jak w wierszu ks. Twardowskiego:

    Święty Tomaszu niewierny
    ze mną było inaczej
    On sam mnie dotknął
    włożył dłonie w rany mego grzechu
    bym uwierzył że grzeszę i jestem kochany
    Bóg grzechu nie pomniejsza ale go wybaczy

    za trudne
    i po co tłumaczyć

    Proces leczenia moich ran trwa nadal, ale Pan to prwadzi, zsyła mi ludzi, którzy te rany opatrują: psychologa, kierownika duchowego, ks. Sławka 🙂 i moich najbliższych przyjaciół, którzy znając całą prawdę o mnie, nie odwracają się ode mnie, a skoro stać na to zwykłych ludzi, to czy Bóg, który jest czystą miłością odwórci się ode mnie na widok moich ran?? Czy się ich przestraszy?? NIE!!!!! Przyjdzie, przytuli i powie: kocham Cię, chcę żebyś żył…
    Przyznanie się do swoich ran (słabości) to bolesny proces, ale to jest ból, który prowadzi do szczęścia.

  • Przyznanie się do swoich ran wymaga odwagi. Wiem, że się powtarzam, ale chcę zaświadczyć, że lęk to wartość odwrotnie proporcjonalna do czystego sumienia – czyli zgody z Bogiem, dobrej relacji z Nim. Jeśli czuję, że Jezus mnie kocha, czyli na mój ludzki rozum, czuję to wtedy, kiedy żyję z Nim w zgodzie, nie ma lęku. Kiedy jestem w stanie grzechu, wiem, że Bóg mnie kocha, ale lęk zagłusza poczucie bycia kochanym, wiarę w Jego miłość. Boję się wtedy, że nie dam rady życiu, na wierzch wychodzi pokusa zaufania „swej piękności”…