W blasku zaślubin (cz.3) – Nowy początek

.........................................................

Cała historia świata jest historią miłości Boga i człowieka, miłości Oblubieńca i oblubienicy. Tak jak próbowałem to naszkicować, od samego początku, aż do ostatecznego spełnienia dzieje świata są dziejami miłości Boga i człowieka. Kto w takim kluczu nauczy się odczytywać historię świata, a także historię swojego życia, odkryje nowy głębszy sens każdego wydarzenia, głębszy sens życia. Przez kilka kolejnych tygodni będę chciał w tym kluczu odczytać pewne szczególne spotkania Boga i człowieka. Dziś to spotkanie, które dokonuje się w sakramencie pokuty i pojednania. Będzie nam w tym towarzyszyć słowo z Ewangelii św. Jana:

Uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? (…) Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz. (J 8,3-11)

Myślę, że ważne jest pewne nowe światło na sakrament pokuty i pojednania, bo istnieje niebezpieczeństwo pewnego spłycenia tego spotkania z Bogiem, niebezpieczeństwo potraktowania go w sposób formalny. Człowiek mówi grzechy, Pan Bóg rozgrzesza i koniec, jest trochę lżej na duszy. Potem jeszcze zadana pokuta i z głowy.

Tymczasem kiedy spróbujemy spojrzeć głębiej na to spotkanie, możemy odkryć, że tak naprawdę chodzi w nim tylko o miłość: przede wszystkim miłość Boga od człowieka. W Biblii grzech często przedstawiany jest jako nierząd, jako zdrada, odwrócenie się od tej jedynej miłości Boga. Grzech to postawienie w miejscu Boga-Oblubieńca czegokolwiek czy kogokolwiek innego.

I choć grzech jest zadaniem rany Bogu, jest powiedzeniem Jego miłości: „znalazłem(am) sobie coś/kogoś lepszego niż ty” –  to cierpienie Boga polega przede wszystkim na tym, że widzi on swoją ukochaną (każdego człowieka), który zadaje ranę samemu sobie, daje się oszukać i sprowadza na siebie cierpienie. To cierpienie Oblubieńca, który wie, że człowiek wcześniej czy później rozczaruje się i będzie cierpiał z powodu swojej naiwności.

Stąd ta Jezusowa reakcja, kiedy przyprowadzają do Niego cudzołożnicę (a w jej osobie każdego z nas). Uczeni w Piśmie żądają kary, bo to należy się ze sprawiedliwości. Ale ten, który potrafi głębiej patrzeć wie, że największą karą dla niej jest jej cierpienie, rozczarowanie, które przeżyła szukając szczęścia poza Bogiem, poza tą relacją z Nim.

Jednak słowa Jezusa: „Ja ciebie nie potępiam, idź i nie grzesz więcej” nie oznaczają, że nic się nie stało. Zło nie jest tylko żartem, zło jest rzeczywistością i ktoś musi przyjąć jego konsekwencje. Jednak te konsekwencje bierze na siebie… sam Jezus. On uniewinniając cudzołożnicę, dając jej nowe życie, sam został zabity, w jej miejsce. I to jest właśnie tajemnica sakramentu pojednania.

W czasie spowiedzi, kiedy kapłan wypowiada słowa: „I ja odpuszczam tobie grzechy”, nie oznaczają: „nic się nie stało”. To przebaczenie oznacza: „Jezus bierze na siebie twoje grzechy”. On, w swoim ciele przyjmuje wyrok, który ze sprawiedliwości należał się tobie, cudzołożnemu człowiekowi, On po raz kolejny umiera, abyś ty – człowieku miał życie, abyś mógł od konfesjonału odejść wolny od swoich grzechów.

Pismo mówi: zapłatą za grzech jest śmierć (por. Rz 6,23) . Kiedy wyznajesz swoje grzechy, płaci za nie On, płaci swoim życiem, swoją przelaną Krwią! Jak bolesne musi być wobec takiej miłości czysto formalne „odklepywanie spowiedzi”. Bo tak naprawdę nie idziemy do spowiedzi. Idziemy na spotkanie z Oblubieńcem, jako nierządnica. Idziemy jak ta, która zdradziła, a teraz chce wrócić do swojego Pana, chce usłyszeć: „Ja ciebie nie potępiam, dam moje życie za twoje grzechy”.

~ End Article and Begin Conversation ~

Search this Site


[]