Kategorie

Do nabycia

Małżeństwo. Wielka tajemnica

Podróż do wnętrza

okl Jeziorski - Historia pewnej milosci

Kalendarz

Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« Gru    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  
  • Ironia, szyderstwo, próba zaszufladkowania chrześcijan do grupy ludzi niewykształconych i niedzisiejszych. Tak można by opisać to, co współczesna „nowoczesna” cywilizacja próbuje nam zaoferować. Ale dla chrześcijan to niezrozumienie i osąd nie powinien być powodem wstydu. Takie reakcje są wpisane w misję, która jest nam powierzona tak jak Jezusowi. Jutro usłyszymy:

    Bliscy Jezusa, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów. Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. (Mk 3,21-22)

    Patrząc na to wydarzenie z życia Jezusa można by się pytać „dlaczego Ewangelia nie jest przyjmowana?”. Jednym słowem: Ewangelia jest niebezpieczna. Po grzechu pierworodnym człowiek wytworzył sobie swoje wyobrażenie świata, które daje mu jakieś poczucie pewności i stabilizacji. Ten swój światek próbuje za wszelką cenę bronić. Poza nim czuje się kruchy i nagi (jak Adam w pierwszym czytaniu, który ukrył się z obawy o siebie).

    Jezus przyszedł na świat, aby wyprowadzić człowieka z tego zamknięcia, aby dać mu prawdziwą wolność nie skrępowaną ludzkim lękiem o siebie. Jednak każda próba rozbicia tych schematów zdaje się człowiekowi atakiem na niego. Wystarczy popatrzeć jak reagujemy, kiedy w życiu coś nie idzie tak jak chcemy. Ja sam widzę, jak ciężko mi się zgodzić, kiedy Bóg rozbija moje schematy i plany na życie, kiedy prowadzi tam dokąd sam nie odważyłbym się pójść.

    I wtedy pozostają tylko dwie możliwości, albo zaufać Mu i zaprzeć się siebie, albo zrobić to, co zrobili uczeni w Piśmie i bliscy Jezusa: podejść do niego z dystansem i ironią. Właśnie w tym kluczu musimy popatrzeć na to niezrozumienie i nieprzyjęcie Jezusa zarówno przez bliskich, jak i przez uczonych w Piśmie. Uznając kogoś za opętanego, szalonego; stawiając go po tej gorszej stronie najłatwiej obronić samego siebie.

    Dziś to wszystko się powtarza: próbuje się złagodzić moc Ewangelii robiąc z Niej powód do wstydu, wyśmiewając Ją, uznając za nieaktualną. Jednak te wszystkie ataki pokazują nie tyle słabość Jezusa i Ewangelii, co lęk oskarżycieli. To oni tak naprawdę mają problem. Broni się tylko ten, kto się czuje zagrożony. Dlatego Jezus nie bronił się. Wręcz przeciwnie, pozwolił się atakować, prowokować, wyśmiać – aż po krzyż, aby w Jego zmartwychwstaniu objawiła się pełnia życia.

    Dlatego także my, chrześcijanie możemy z podniesionym czołem, a może nieraz współczuciem i troską patrzeć na tych, którzy dramatycznie bronią samych siebie oskarżając i wyśmiewając nas. Jeśli wraz z Jezusem dzielimy Jego los na ziemi (los niezrozumienia i odrzucenia), razem z Nim też będziemy dzielić radość wieczną.

    Naszą misją jest więc nie tyle obrona siebie, co świadczenie o Nadziei. To misja pomocy wobec tych, którzy przestraszeni i zamknięci w swoich schematach bronią się przed Ewangelią. Bronią się próbując sprowadzić Dobrą Nowinę do nieaktualnej mitologii czy bajki dla dzieci wyśmiewając i krytykując chrześcijan.

    Posted by ks. Sławek @ 21:09

3 komentarze to X Niedziela zwykła: Kto ma problem?

  • Szkoda, że życie chrześcijan na Ziemi jest takie trudne. Trzeba to wszystko znieść,te wszystkie niepowodzenia i gorsze chwile, ale w rzeczywistości jest to tak niewyobrażalnie trudne, że aż wydaje się niemożliwe.
    Gdyby nie Bóg w niektórych momentach mojego życia poddałabym się. Nie widzę jego działania w sposób oczywisty, ale odkrywam go w najmniej oczekiwanych chwilach i za to jestem mu wdzięczna, bo dzięki takim momentom odkrywam jego wielką miłość.

  • Dzięki Moe za świadectwo.
    Tak, zgadzam się z tobą, że życie jest trudne. Powiem więcej: czasami bardzo trudne, czego sam doświadczam. Ale myśląc o tym co napisałaś jakoś tak zastanawiałem się: czy tylko życie chrześcijan jest trudne? Chyba nie. Choć trudność tych, którzy nie znają Jezusa jest innego rodzaju. Ich trudem jest często bezsens, rozpacz, nuda, lęk.
    W trudnościach, które spotykają nas – chrześcijan nie jesteśmy skazani na to wszystko, ale możemy doświadczać tej subtelnej pomocy Boga o której piszesz. On tez pozwala dostrzec sens tego wszystkiego. A to ważne, bo człowiek jest w stanie znieść nawet wielkie trudności, jeśli widzi w nich sens. Kiedy tego sensu nie widzi, nie potrafi żyć, ale przed życiem ucieka (choćby w uzależnienia i świat własnych iluzji).

    PS. Przy okazji trochę do tematu. „Odszedł od zmysłów”? http://niezalezna.pl/29755-przemyslaw-tyton-przesladowany-za-wiare

  • Czasami jest tak jak Ksiądz pisze,że Bóg posyła nas gdzie sami byśmy nie poszli. SAMA DOŚWIADCZAM TEGO ,ŻE JESTEM WE WSPÓLNOCIE MAŁŻEŃSTW I GDYBY NIE TA MOC BOGA PEWNIE DAWNO BYM SIĘ PODDAŁA, BO CZĘSTO COŚ WYPADA , COŚ IDZI NIE TAK, SĄ KŁÓTNIE W RODZINIE , ZE WSPÓŁMAŁŻONKIEM, ALE MIMO WSZYSTKO STAWIAMY SIĘ NA SPOTKANIU A TAM JEST SPOKÓJ, MODLITWA I ODNOWA. POZDRAWIAM I PROSZĘ O MODLITWĘ